Było naprawdę przepięknie! Błękitno - turkusowe morze, na horyzoncie delikatnie zarysowane góry, plaża o drobnym białym piasku, sięgająca od 100 do nawet 200 metrów szerokości, temperatura 34 stopni, delikatny wiaterek... Ah, tylko to sobie wyobraźcie... albo zobaczcie w dzisiejszym poście. :)
Strój kąpielowy? i tu pozostałam przy standardowej kolorystyce - klasyczny, biały, koronkowy. Przed rażącym słońcem świetnie chroniły barbie okulary od Mohito.



Mała przerwa od postów z Majorki :P. Sukienka jest bardzo cienka, co ma swoje wady, ale również i plusy, kiedy jest bardzo gorąco. Sandałków szukałam bardzo długo, 2 lata (naprawdę!) i przymierzyłam ich setki. Niestety każde były za szerokie, noszę rozmiar 37, a więc standardowy, ale jednocześnie mam niestandardowo wąską stopę. Jak widać, te z dzisiejszych zdjęć są wiązane na całej długości, więc było to dla mnie ratunkiem. :P  Co prawda mają twardą podeszwę i na długie, długie piesze podboje nie spiszą się dobrze, aaale na krótkie dystanse jest całkiem dobrze.



Pierwszy post stylizacyjny z Majorki, to były bardziej egzotyczne i tropikalne klimaty: LINK. Ten jest już bardziej miejski- zdjęcia zostały zrobione w Palmie, stolicy wyspy. Byłam zachwycona uroczymi uliczkami, zaułkami, w których aż przyjemnie było się zgubić. :) Koszulowa sukienka mimo, iż z długim rękawem, to idealnie się spisała na ten gorący dzień w mieście, jest cienka i zwiewna. Wiązane buty, to hit sezonu,  ja swoje sandałki znalazłam w Parfois. 
PS. No a włosy mam takie nieogarnięte, bo 2h wcześniej pływałam w morzu i nie było czasu ani możliwości, by je doprowadzić do ładu. :P




Wróciłam i powracam na bloga! Zaczynam postem stylizacyjnym z Majorki, gdzie byłam na zasłużonych wakacjach. Było cudownie, Majorka jest piękna. Mimo, iż wcześniej już byłam w innych gorących krajach, to właśnie ta hiszpańska wyspa urzekła mnie najbardziej. Plaża i morze jak z obrazka, dodatkowo góry, urocze uliczki, architektura… Zakochałam się bez wątpienia! J Więcej o samej Majorce będzie prawdopodobnie w kolejnym wpisie.

Wracając do tego, co mam na sobie. Spódnica długo czekała w szafie na swoją premierę i chyba lepszej mieć nie mogła – w otoczeniu palm. Jak dla mnie plisowane spódnice o długości midi same w sobie są zbyt babcine, jednak skórzane to już trochę inna bajka. Spódnica ta zestawiona z odważniejszym topem i sandałami na obcasie, zdecydowanie „babcina” w odbiorze już nie jest. Wykończenie natomiast stanowi hit sezonu, czyli metaliczny tatuaż, w tym przypadku przedstawiający piórko. Co sądzicie? 



Dawno mnie nie było, będę nadrabiać (mam nadzieję). Intensywny czas w życiu, obroniłam się, pokonałam kilka mniejszych i większych problemów, po czym wyjechałam na zasłużone wakacje, które zresztą jeszcze się nie skończyły. Jakieś posty z Majorki na pewno się pojawią wkrótce, także śledźcie :P. Tymczasem póki co zaległa stylizacja, która trochę już w "szufladzie" przeleżała. Pamiętam, że zdjęcia były robione bardzo na szybko, a więc nie do końca wszystko jest tak, jak bym chciała.